facebook instagram Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kiedy w latach 50 i 60 XX wieku rozpoczął się rozwój turystyki na Balearach, to na Majorce zaczęły wyrastać betonowe hotele, kuszono tanim alkoholem, opalaniem toples oraz imprezami zarówno na Majorce oraz Ibizie. Minorka natomiast świadomie odcięła się od takiej turystyki i rozwijała się powoli, stawiając na kameralność ośrodków wypoczynkowych i ochronę przyrody. Wysiłek ten doceniło UNESCO, wpisując w 1993 r. całą wyspę na listę rezerwatów biosfery. O ile współcześnie Majorka i Ibiza starają się promować także jako destynacje na spokojne wakacje z lokalnym klimatem, o tyle Minorka niczego nie musi udowadniać – tak tutaj jest od zawsze. Niskie, białe domki zamiast resortowych hoteli, agroturystyka, dzikie wybrzeża i mniej oblegane plaże – zwłaszcza poza sezonem.

Urok zacisznych miejscowości
Urok zacisznych miejscowości

Jeśli lubicie spokojny wypoczynek i nie potrzebujecie wybitnych atrakcji – to Minorka będzie dobrym wyborem. Urocze, zatokowe plaże na południu, dzikie i puste wybrzeże na północy, klimatyczne miasteczka na spacery i wiejski klimat pośród pól, odgrodzonych kamiennymi murkami. Nie ma tutaj spektakularnych atrakcji, nie ma bogatego życia nocnego, a w porze sjesty wszystko jest pozamykane. Kompaktowa i kameralna, taka jest Isla Verde – wyspa zieleni i błękitu, gdzie można spokojnie wypocząć i przyjemnie się wynudzić.

Spacerując pustymi uliczkami
Spacerując pustymi uliczkami

Pocztówkowe zatoki na południu

Błękit zatok to jedno z tych wspomnień, które przywieziecie ze sobą z Minorki. Kolor wody jest tutaj niesamowity! Te najpiękniejsze są na południu i do niektórych niełatwo jest się dostać. Dojazd prowadzi lokalnymi drogami, a czasem zostawia się auto na parkingu i trzeba iść spory kawałek pieszo. Na miejscu najczęściej brak jest restauracji, barów i rozbudowanej infrastruktury, co nie wszystkim może się podobać. Ale pasuje to do spokojnego charakteru Minorki. Plusem jest, że praktycznie w każdym miejscu są toalety i przebieralnie. Niemniej jednak polecam zaopatrzyć się w wodę i jedzenie, zanim wyruszycie do tutejszych zatok.

Typowa pocztówka z wakacji na Minorce
Typowa pocztówka z wakacji na Minorce

Choć wyspa jest mała, to ze względu na wąskie, lokalne drogi i utrudniony dojazd – na plaże i zatoki na południu Minorki trzeba poświęcić co najmniej dwa dni. Które miejsca zobaczyć? Zaczynając od wschodu mamy niewielki kurort Punta Prima z przeciętną plażą i widokami. Jest on za to dobrze skomunikowany ze stolicą wyspy Mahon. Jadąc na zachód kawałek dalej jest ośrodek z którego Minorkanie są najbardziej dumni, bo jest idealnym przykładem tego, jak można zbudować uroczy, kameralny kurort zamiast szeregu betonowych hoteli. Choć Binibeca Vell nie jest wioską rybacką z prawdziwego zdarzenia, a architektonicznym, wakacyjnym projektem, to nie można jej odmówić uroku. To właśnie ta zabudowa stała się wzorem dla innych kurortów i domów na wyspie; niskie, malowane na biało domki z okiennicami, dekorowane kwiatami. Koniecznie tu zajrzyjcie!

Urok tutejszych miejscowości
Urok tutejszych miejscowości

Dalej na zachód wybrzeże wznosi się do góry i staje się bardziej klifowe. Tutaj znajduje się Cala d’En Porter – jedna z najbardziej znanych zatok Minorki. Zanim zjedziecie do plaży popatrzcie na nią z góry, bo widok kołyszących się łódeczek na turkusowej wodzie jest przewodnikowy. Plaża w zatoce jest dobrze zagospodarowana, jest wypożyczalnia sprzętu wodnego, a w okolicy są restauracje. Można przyjemnie spędzić czas. Warto zajrzeć tutaj także wieczorem, bo w pobliskich klifach ukryta jest Cova d’n Xoroi – słynna restauracja i punkt widokowy, zawieszona kilkadziesiąt metrów nad wodą. Miejsce w ciągu dnia działa jako punkt widokowy i kawiarnia/bar, gdzie można odpocząć w cieniu skał, napić się koktajlu i podziwiać przepiękną panoramę morza oraz zachód słońca (koniecznie rezerwacja z wyprzedzeniem!). Natomiast w nocy przekształca się w popularny klub muzyczny z dyskoteką i setami DJ-skimi, w którym imprezy odbywają się bezpośrednio w jaskini nad samą wodą!

Klifowe wybrzeże na południu
Klifowe wybrzeże na południu

Zupełnie inny klimat ma Son Bou. To najdłuższa plaża na wyspie, szeroka, piaszczysta, idealnie nadaje się dla rodzin z dziećmi, przez co też jest tłoczna. Widoczne tutaj pojedyncze hotele są efektem nieudanej próby zabudowy Minorki jak to miało miejsce na Majorce, czy na wybrzeżu Hiszpani. Szczęśliwie dzięki protestom ekologów mamy to, o czym wyżej wspominałem. Szeroka plaża urozmaica krajobrazy zatokowego i klifowego wybrzeża wyspy, ale jest tutaj dość tłoczno, więc nie za długo tutaj zabawiłem…

Tłoczno na Son Bou
Tłoczno na Son Bou

Wracamy do klifów i zatok: Cala Santa Galdana. Tutaj mamy kolejny przykład który pokazuje „co by było gdyby?”… Piękna, szeroka zatoka o klifowym wybrzeżu, z pojedynczymi hotelami, które zaburzają estetykę tego krajobrazu. Ale mimo tego oraz dużej liczby turystów, miejsce to koniecznie trzeba odwiedzić i podobnie jak w przypadku Cala d’n Porter – popatrzcie najpierw na nią z góry, a potem zejdźcie na plażę. Jeśli chcecie mieć więcej spokoju to pieszo wybrzeżem można stąd dojść do dwóch uroczych zatoczek: Cala Mitjana oraz Cala Macarella. Do tej drugiej można też dojść z pięknej Cala Turqueta, do której da się dojechać autem (na parking dalej pieszo). Wszystkie te zatoki mają pocztówkowe widoki ale zobaczenie każdej z nich mimo bliskiej odległości, wymaga sporo czasu. Byłem też na Platja de Son Saura, która jest jakby połączeniem klimatu uroku małych zatok z szeroką plażą w stylu Son Bou. Można ale mnie osobiście miejsce nie ujęło.

Nie łatwo dotrzeć do takich widoków
Nie łatwo dotrzeć do takich widoków

Dzikie wybrzeże na północy

Wybrzeże na północy Minorki ma zupełnie inny charakter – zarówno pod kątem krajobrazu jak i turystyki. Główna droga przecinająca Minorkę na pół (właściwie jedyna gdzie można się rozpędzić, ale uważajcie na fotoradary), pokrywa się z linią podziału geologicznego wyspy. Opisane wyżej południe to wapienne zatoczki piaszczyste plaże i stosunkowo dobrze rozwinięta baza turystyczna. Natomiast północ to bardziej surowe, piaskowcowe klify i zatoki, plaże są częściej żwirowe i niewiele jest tutaj kurortów (choć słowo „kurort” na Minorce nie ma racji bytu, bo dominują tutaj małe, nadmorskie miejscowości). Zacznijmy ponownie od wschodu wyspy: Es Grau – zaciszna, rybacka miejscowość, pełna niewielkich rybackich i turystycznych łodzi. Można tutaj wynająć kajak i popływać po głęboko wciętej w ląd zatoce, dodatkowo osłoniętej małą wysepką. Miejscowość znajduje się już na terenie rezerwatu przyrody Albufera – to właśnie tutaj rozegrała się w latach 70 XX w. największa batalia o charakter turystyki na wyspie, pomiędzy niemieckim deweloperem, a mieszkańcami Minorki. Dziś tutejsze zatoki i plaże, sosnowe lasy i bagna, są ostoją przyrody przede wszystkim dla wielu gatunków ptaków. A dla turysty są spacerowe szlaki, punkty widokowe i samotne latarnie na niemal dzikim, mało zagospodarowanym wybrzeżu. Oprócz wspomnianego Es Grau, warto zajrzeć na chwilę do Portu d’ Addaia.

Gdzieś na końcu Minorki
Gdzieś na końcu Minorki

Jadąc dalej północnym wybrzeżem, dotrzecie do Arenal des Castel. To już dość mocno rozwinięta, turystyczna miejscowość – z długą, zatokową plażą. Mimo sporego ruchu ma fajny klimat i na północnym wybrzeżu jest najlepszą opcją na typowe wakacje na plaży w niedużym kurorcie. Nie dla plaży, a dla klimatu i ponoć najlepszych na wyspie dań z morza, warto zatrzymać się w Fornells. Mimo silnego wiatru (tramuntana charakterystyczny na północy Minorki) bardzo miło wspominam spacer po tym rybackim miasteczku, z głęboką zatoką, pełną kołyszących się łódek. Względnie blisko siebie (około 30 min jazdy samochodem) są dwie kluczowe atrakcje północnego wybrzeża: Cap de Cavalleria z latarnią „zawieszoną” nad 90 m klifem oraz chyba najładniejsza na północy plaża – Cala Pregonda. Jeśli chcecie zobaczyć opisane tutaj miejsca i dołożycie jeszcze do tego plażowanie, to podobnie jak na południu potrzebujecie co najmniej 2 dni by odwiedzić te wszystkie miejsca. Nie ma tutaj jednej drogi wzdłuż wybrzeża, tylko do konkretnego miejsca trzeba dojechać i potem się wrócić, do głównej drogi, by móc pojechać dalej. A jest jeszcze całkiem fajna Cala Morell, z klifowym wybrzeżem, jaskiniami i jedną z najprzyjemniejszych restauracji w jakich byłem na wyspie – Ivette Beach Club.

Zachód słońca na skalistym wybrzeżu
Zachód słońca na skalistym wybrzeżu

Brytyjska stolica Mahon

Było o zatokowym wybrzeżu, plażach i nadmorskich miejscowościach, to teraz pora na miasta. A na Minorce dwa są najważniejsze: stolica Mahon i stojąca do niej w opozycji geograficznie, architektonicznie i chyba też mentalnie Ciutadella. Mahon (lub Maó) to długi port, który zapewnił miastu miano stolicy wyspy (wcześniej była nią Ciutadella). W centrum miasta przyjemnie spaceruje się zadbanymi ulicami, pełnymi eleganckich kamienic o kolorowych fasadach i okiennicach. Prowadzą one na kilka mniejszych bądź większych placów, gdzie znajdują się kościoły, miejski ratusz oraz restauracje i bary. Wszystko jest wyważone, spokojne, brak tutaj zgiełku jaki powinien być w stolicy, a w porze sjesty miasto jest jakby wymarłe. I to mi się podobało…

W porcie w Mahon
W porcie w Mahon

Stolica jak i inne miasta na wyspie ożywa dopiero wieczorem, kiedy kończą się upały i wtedy słychać wszędzie rozmowy ludzi, stukanie talerzami, sztućcami, robi się fajny klimat – ale nie liczcie tutaj na nocne życie. Minorka jak mówiłem to przyjemna, duża wieś… 😉. Część miasta nad portem to wysoko zawieszone domy z ładnym widokiem na odpływające statki, a na dole ze spacerowym deptakiem. Organizowane są tutaj rejsy po portowej zatoce. Na koniec warto wspomnieć, że Maó słynie z majonezu oraz sera mahon. Oba smakołyki możecie nabyć w lokalnych sklepach oraz punktach z pamiątkami.

Słynny ser ze stolicy wyspy
Słynny ser ze stolicy wyspy

Hiszpański klimat w Ciutadella

Mahon i Ciutadellę dzieli tylko godzina jazdy. Ale to jakby dwa inne światy. Stolica jak pisałem jest taka wyważona, „brytyjsko dostojna” w swojej gregoriańskiej architekturze, a Ciutadella to zdecydowanie hiszpański temperament… Jest nawet takie powiedzenie na Minorce, że „Być może w Maó jest więcej ludzi, ale w Ciutadelli jest więcej dusz”. I coś w tym jest.., bo choć brytyjskie poukładanie stolicy mi odpowiadało, to serce raczej skradł hiszpański klimat Ciutadelli… Stare miasto zamknięte częściowo zachowanymi murami oraz głównymi ulicami, ma piękne domy z kamienia w kolorze miodu, bogato zdobione w detale. Nie brakuje tutaj także pastelowych fasad, zdobnych w drewniane okiennice, kwiaty i balustrady.

Pastelowe domy w Ciutadelli
Pastelowe domy w Ciutadelli

Błądząc uliczkami starego miasta nieuchronnie zawsze wraca się na plac katedralny. W arkadowych ulicach mieszczą się kafejki, sklepy z antykami, butiki i restauracje. To co łączy Ciutadellę ze stolicą, to także cisza i spokój na ulicach podczas sjesty, kiedy to można przyjrzeć się bliżej detalom tutejszej zabudowy. Centrum miasta stanowi Placa des Born, z ekstrawaganckimi fasadami niegdysiejszych pałaców, w których dziś mieszczą się sklepy i kafejki. Jest to także miejsce które oddziela stare miasto, od nowszej części portowej, wzdłuż której prowadzi deptak dookoła aż do miejsca na końcu cypla, z którego widać już Majorkę. Choć duża część zabudowy tej części miasta to współczesne apartamenty, to warto się tutaj przejść wzdłuż pozostałości murów miasta, spacerując niewielkim portem z łodziami i dotrzeć do widokowego cypla.

Portowe symbole Ciutadelli
Portowe symbole Ciutadelli

Hiszpańskiego charakteru Ciutadelli miałem okazję także doświadczyć podczas największego tutaj święta – Festa de Sant Joan (mój pobyt pokrywał się z terminem święta 23/24 czerwiec). Wydawać by się mogło idealnie – otóż niekoniecznie… Czytasz w przewodniku o wielkiej, uroczystej fieście na cześć św. Jana Chrzciciela, o eleganckich jeźdźcach na koniach paradnie przemierzających miasto, widzisz na całej wyspie te plakaty, ogłoszenia, możesz kupić charakterystyczną koszulkę z krzyżem maltańskim – w powietrzu czuć napięcie i podniosłą atmosferę ale… Dlaczego przy okazji tego święta właściciele sklepów, butików, mieszkańcy centrum miasta, zasłaniają swoje witryny parawanami, zabiją je deskami, zakładają metalowe rolety? Dlaczego na ulicach wala się cała masa śmieci i plastikowych kubków po serwowanej tutaj pomadzie (lokalny gin z lemoniadą)? Byłem dwa razy w tym mieście i za każdym razem zamiast atmosfery fiesty odczuwałem tylko irytację patrząc na to co się dzieje… Może nie jestem stąd, może nie czułem potrzeby szukania po ulicach i dotykania koni i jeźdźców jak lokalni mieszkańcy, ale na pijaństwo, bałagan i dewastację jestem wyczulony i nigdy, nigdzie na świecie tego nie zrozumiem i nie zaakceptuję…

Pseudo fiesta na wyspie
Pseudo fiesta na wyspie

Ponoć na to święto zjeżdżają się ludzie z całych Balearów i kontynentalnej Hiszpanii. Owszem ludzi było sporo. Parady koni nawet ciekawe, ale realia na ulicach kiepskie i nie polecam… Mimo tego zawodu Ciutadella obroniła się historią, zabytkami, klimatem uliczek, kameralnym portem, okolicznymi zatoczkami i… zachodem słońca na Pont d’en Gil na północ od miasta – warto! Ten zachód słońca nie będzie Was nic kosztował, byle dojechać. Natomiast nie za tanio, ale smacznie, bardzo klimatycznie i pięknie możecie popatrzeć na zachodzące słońce z restauracji Coral Menorca w Torre del Ram (rezerwacja online!).

Restauracja na zachód słońca
Restauracja na zachód słońca

Mniej znane i zaciszne

Jest jeszcze na wyspie kilka mniej znanych miejsc, które także warto zobaczyć. Na koniec polecę Wam kilka z nich i powiem dlaczego… El Toro – szczyt górski z klasztorem z którego rozciąga panorama 360° na wyspę. Robi wrażenie. Alaior – mało kto zatrzymuje się w trzecim największym mieście na Minorce mimo, iż leży blisko głównej drogi i znane jest z lodów i produkcji sera. Pamiętam jak w upalny dzień szedłem tutaj sam przyjemnymi uliczkami, do kościoła Santa Eulália, nie było kompletnie nikogo…! Sant Lluis – malutka miejscowość z bielonymi wapnem domkami i wiatrakiem rodem z Wysp Greckich. Niby nic, a jednak…

Tajemnicze pozostałości dawnej cywilizacji
Tajemnicze pozostałości dawnej cywilizacji

Prastara kultura Tajalotów – to nie jedno miejsce, a setki obiektów jednej z najstarszych kultur w Europie. Nawet jeśli nie zaplanujecie wizyty w żadnym z nich, to będziecie je mijać gdziekolwiek nie pojedziecie. Są to okrągłe lub prostokątne, kamienne wieże albo zespoły budynków, będące miejscem spotkań starszyzny plemiennej. Polecam Tore d’En Gaumes, albo Naveta des Tundos – uznawany za najstarszy kryty dachem budynek w Europie! I na koniec jak macie dużo czasu i lubicie chodzić: Szlak Camı de Cavalls. 185 km szutrowa trasa dookoła Minorki, prowadząca jej wybrzeżem. Podzielona na różne odcinki, łączy piaszczyste plaże, klify, historyczne wieże i latarnie morskie. Stanowi jakby kwintesencję tej spokojnej wyspy, która zachęca właśnie do powolnego odkrywania jej uroków i zwolnienia tempa zarówno urlopu jak i życia. Taka jest Minorka – wyspa na której życie płynie wolniej, jakby zgodnie z naturą…

Kameralnie i lokalnie
Kameralnie i lokalnie